Kosmos Made in Poland. Historia rozwoju krajowych firm kosmicznych

Jeszcze piętnaście lat temu, gdyby ktoś powiedział mi, że polska firma z Piaseczna będzie budować satelity dla Europejskiej Agencji Kosmicznej, a startup z Krakowa wyśle w kosmos własny silnik rakietowy, pewnie bym się uśmiechnął i zapytał, czy to jakiś żart primaaprilisowy. A jednak. Dziś, w połowie 2026 roku, polski sektor kosmiczny to już nie ciekawostka z rubryki „nauka”, a prawdziwa, dynamicznie rosnąca branża przemysłowa, w której działa blisko 400 firm i instytutów, zatrudniających łącznie kilkanaście tysięcy inżynierów, fizyków, chemików i programistów. I szczerze mówiąc, im dłużej się tym tematem zajmuję, tym trudniej mi kryć entuzjazm. Bo to, co dzieje się w polskim „New Space„, to jedna z najbardziej niedocenianych historii sukcesu naszej gospodarki.
W tym artykule chcę zabrać was w podróż przez polski przemysł kosmiczny. Od jego skromnych, naukowych początków, przez wejście do europejskiej ekstraklasy, aż po konkretne firmy, które dziś produkują satelity, teleskopy, silniki rakietowe i systemy AI działające na orbicie. Bo choć wszyscy znamy SpaceX i Elona Muska, to mało kto wie, że kawałek Marsa, Jowisza i niskiej orbity okołoziemskiej ma już swój polski akcent.
Jak rodził się polski sektor kosmiczny
Polska historia kosmiczna nie zaczyna się od startupów i venture capital. Zaczyna się w latach 70. XX wieku, kiedy Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk oraz kilka innych instytutów badawczych zaczęły prowadzić działalność naukową i wdrożeniową w zakresie technologii satelitarnych. W 1973 roku pierwszy polski instrument badawczy poleciał na pokładzie satelity Kopernik-500, a pięć lat później Mirosław Hermaszewski, jako pierwszy, spędził osiem dni na stacji Salut 6 w ramach programu Interkosmos. To były jednak czasy, gdy o samodzielnym, komercyjnym przemyśle kosmicznym nikt w Polsce nawet nie śnił – liczyła się nauka, nie biznes.
Prawdziwy przełom nastąpił dopiero w 2012 roku, gdy Polska przystąpiła do Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA). To wydarzenie, które trudno przecenić, otworzyło polskim firmom i naukowcom dostęp do europejskiej infrastruktury, finansowania i, co równie ważne, do sieci kontaktów z największymi graczami kosmicznego biznesu na kontynencie. Dwa lata później, w 2014 roku, powołano Polską Agencję Kosmiczną (POLSA) z siedzibą w Gdańsku, której zadaniem stało się łączenie świata nauki z biznesem oraz wspieranie polskich przedsiębiorców w zdobywaniu kontraktów i kompetencji.
Efekty tej strategii widać dziś jak na dłoni. W ciągu dekady po wstąpieniu do ESA polskie podmioty zdobyły kontrakty na kwotę około 140 milionów euro, a obecnie Polska dysponuje w ramach programów ESA budżetem rzędu 730 milionów euro. Sektor, który jeszcze w 2012 roku praktycznie nie istniał w wymiarze komercyjnym, dziś liczy blisko 400 firm i instytutów, z czego ponad 150 bierze bezpośredni udział w projektach Europejskiej Agencji Kosmicznej. To jest tempo wzrostu, którego mogłoby zazdrościć wiele bardziej „modnych” branż technologicznych.
Kluczowym momentem w najnowszej historii było też 2026 rok. Polska Agencja Kosmiczna wydała pierwsze w historii krajowego sektora zezwolenie na prowadzenie działalności kosmicznej (dla Creotech Instruments), a przez Sejm przeszły regulacje wprowadzające obowiązek rejestracji obiektów kosmicznych w Krajowym Rejestrze Obiektów Kosmicznych. Polska formalizuje więc swoją obecność w kosmosie, dokładnie tak, jak robią to od dawna Stany Zjednoczone czy Francja.
I jeszcze jedna, symboliczna data – czerwiec 2025 roku, kiedy Sławosz Uznański-Wiśniewski, w ramach misji IGNIS, poleciał na Międzynarodową Stację Kosmiczną i przeprowadził tam trzynaście eksperymentów naukowych, w tym kilka opracowanych przez polskie firmy, o których będzie jeszcze w tym artykule mowa. To pierwsza polska misja naukowo-technologiczna na ISS w historii i dowód, że polska myśl inżynierska naprawdę trafiła na orbitę.
Ale przejdźmy do bohaterów tej historii – konkretnych firm, które budują polski kosmos cegła po cegle, satelita po satelicie. Skupiliśmy się na 15 polskich firmach kosmicznych, które są największe i najbardziej rozpoznawalne. Oczywiście takich firm w Polsce jest więcej, ale niestety nie da rady ich wszystkich wymienić i opisać w artykule.
Creotech Instruments – fabryka satelitów z Piaseczna
Zacznę od giganta. Creotech Instruments to obecnie największa firma kosmiczna w Polsce i, co ważne, największy polski partner Europejskiej Agencji Kosmicznej. Spółka z Piaseczna pod Warszawą zaczynała skromnie. Od montażu elektroniki dla instytucji naukowych, takich jak CERN czy niemieckie centrum badawcze DESY. Już w 2012 roku firma postawiła sobie ambitny cel: stać się pierwszym polskim integratorem satelitów. Udało się, i to z nawiązką.
Flagowym produktem Creotechu jest platforma satelitarna HyperSat. Jest to modułowa konstrukcja, która może posłużyć do najróżniejszych misji: obserwacyjnych, telekomunikacyjnych, naukowych. To właśnie na bazie tej platformy powstał satelita EagleEye – jak dotąd największy polski satelita, który trafił na orbitę rakietą SpaceX. Creotech realizuje też przełomowy kontrakt MikroGlob, wart według różnych źródeł od 453 do ponad 550 milionów złotych, obejmujący budowę satelitów obserwacyjnych na potrzeby bezpieczeństwa państwa. To jeden z największych programów satelitarnych w historii Polski. Creotech zrealizował również projekt zbudowania i wysłania w kosmos 3 satelitów dla polskiego MON o nazwie PIAST. Satelity działają już na orbicie od końca 2025 r.

Satelita PIAST firmy Creotech, źródło grafiki: https://creotech.pl
Firma ma na koncie udział w dużych międzynarodowych misjach kosmicznych misjach. Budowała komponenty dla sondy ExoMars, europejskiej misji Proba-3, a nawet dla sondy JUICE lecącej do księżyców Jowisza. Od 2022 roku Creotech jest notowany na głównym rynku warszawskiej GPW jako pierwsza polska spółka kosmiczna, a jej strategia do 2029 roku zakłada awans do grona czterech największych integratorów misji kosmicznych w Europie. Brzmi ambitnie? Owszem. Ale patrząc na dotychczasowe tempo rozwoju tej firmy, nie odważyłbym się tego nazwać przesadą.
Scanway – wrocławskie teleskopy, które podbijają orbitę
Jeśli Creotech to polski integrator satelitów, to Scanway można nazwać polskim mistrzem optyki kosmicznej. Ta wrocławska firma zaczynała od sprzedaży kamer przemysłowych – nawet producentom uszczelek, jak sami z uśmiechem przyznają jej założyciele, żeby zdobyć środki na to, co naprawdę chcieli robić: budować instrumenty optyczne dla kosmosu.

Element optyczny teleskopu, źródło grafiki: https://scanway.pl
Dziś Scanway jest jedną z niewielu firm na świecie, które opracowały kompletne produkty optoelektroniczne do obserwacji Ziemi z orbity. Ich własny satelita demonstracyjny STAR VIBE działa na orbicie od ponad dwóch lat, potwierdzając niezawodność technologii firmy w rzeczywistych warunkach kosmicznych, to tzw. flight heritage, kluczowa „pieczątka jakości” w tej branży. Scanway dostarczał także kamerę rejestrującą inauguracyjny lot europejskiej rakiety Ariane 6 oraz teleskop dla misji EagleEye.

Element satelity STAR VIBE, źródło grafiki: https://scanway.pl
Obecnie firma buduje we Wrocławiu największy w historii Polski teleskop do obserwacji Ziemi, zdolny do obrazowania z rozdzielczością poniżej metra na piksel – wystarczającą, by rozpoznać pojedynczy samochód na ulicy z orbity. Instrument trafi na satelitę budowany przez niemiecką firmę Marble Imaging. Do tego Scanway podpisało kontrakt z amerykańską firmą Intuitive Machines w ramach programu Lunar Data Network współfinansowanego przez NASA – ich teleskop znajdzie się na satelicie orbitującym wokół Księżyca (!). W 2025 roku na orbicie ziemskiej zostały umieszczone 3 pierwsze polskie nanosatelity wojskowe. I właśnie firma Scanway, była odpowiedzialna za zbudowanie i dostarczenie instrumentów optycznych do tych satelitów. Firma rozwija również systemy do przetwarzania i analizowania obrazów satelitarnych.
KP Labs – sztuczna inteligencja, która myśli na orbicie
KP Labs z Gliwic to firma, która postawiła sobie za cel coś naprawdę ambitnego: przenieść sztuczną inteligencję z centrów danych na Ziemi bezpośrednio na satelity krążące wokół naszej planety. Flagowym projektem firmy jest satelita Intuition-1, wyposażony w komputer pokładowy Leopard DPU, zdolny przetwarzać nawet trzy biliony operacji na sekundę. To około stukrotnie więcej niż jednostki wcześniej wykorzystywane w misjach kosmicznych.

Komputer pokładowy Leopard, źródło grafiki: https://kplabs.space
Sens tego rozwiązania jest prosty, choć genialny: zamiast wysyłać na Ziemię surowe, ogromne pakiety danych z kamer hiperspektralnych, satelita analizuje je samodzielnie, na orbicie, i przesyła już gotowe wnioski, na przykład o stanie zdrowia lasów, zawartości minerałów w gruncie czy poziomie zanieczyszczenia gleby. To ogromna oszczędność czasu, kosztów transmisji i energii.
W 2025 roku technologia KP Labs trafiła nawet na Międzynarodową Stację Kosmiczną jako część eksperymentu LeopardISS, zrealizowanego w ramach pierwszej polskiej misji naukowo-technologicznej IGNIS. Urządzenie zamontowane w module Columbus testowało algorytmy autonomicznej nawigacji robotów oraz analizy parametrów gleby – technologie, które w przyszłości mogą wspierać łaziki na Księżycu czy Marsie. Firma zatrudnia obecnie około 80 specjalistów, ma status Centrum Badawczo-Rozwojowego i uczestniczy w ponad 25 projektach dla ESA, NASA i klientów prywatnych.
PIAP Space – warszawska robotyka, która naprawi satelity na orbicie
Wśród problemów, które trapią współczesny kosmos, jednym z największych jest coraz gęściej zaśmiecona orbita okołoziemska. PIAP Space, spółka spin-off warszawskiego Przemysłowego Instytutu Automatyki i Pomiarów, postawiła sobie za cel rozwiązanie tego problemu poprzez robotykę. Co ciekawe właścicielem firmy jest Skarb Państwa pośrednio przez rządową Agencję Rozwoju Przemysłu (ARP).
Flagowym produktem firmy jest ramię robotyczne TITAN. Jak twierdzą sami inżynierowie z PIAP Space, najbardziej zaawansowany manipulator robotyczny opracowany w Polsce, a być może jeden z najnowocześniejszych tego typu w całej Europie. Dzięki modularnej architekturze i wymiennym końcówkom roboczym TITAN może służyć do inspekcji, napraw i serwisowania satelitów bezpośrednio na orbicie, bez konieczności ich kosztownej deorbitacji i budowy nowego sprzętu od zera. PIAP Space rozwija też chwytak LARIS, uznawany za najbardziej zaawansowane w Europie urządzenie do chwytania satelitów za pierścień adaptera nośnego, a w ramach projektu MANUS pracuje na manipulatorem do księżycowego lądownika ESA ARGONAUT. To właśnie ta firma stoi na czele inicjatywy In-Orbit Operations Community Poland, grupy skupionej na serwisowaniu i montażu konstrukcji w przestrzeni kosmicznej.
Astronika – polski „kret”, który kopał w marsjańskim gruncie
Astronika, spółka spin-off Centrum Badań Kosmicznych PAN z Warszawy, to firma, która najbardziej spektakularny dowód swoich kompetencji dała już kilka lat temu – na Marsie. To właśnie warszawscy inżynierowie zaprojektowali i zbudowali mechanizm penetrujący HP3 „Kret”, który trafił na pokład amerykańskiej sondy InSight wysłanej przez NASA w 2018 roku. Zadaniem urządzenia było wbicie się na kilka metrów w głąb marsjańskiego gruntu, by zmierzyć przepływ ciepła z wnętrza planety. Misja bezprecedensowa, bo żadne urządzenie zbudowane przez człowieka nigdy wcześniej nie próbowało kopać tak głęboko na innej planecie. Choć sam „Kret” napotkał na Marsie nieoczekiwanie sypki, słabo zbity grunt, który utrudnił mu wbijanie się w powierzchnię, sam fakt, że polska technologia dotarła na czerwoną planetę i tam pracowała, pozostaje jednym z najbardziej prestiżowych osiągnięć w historii polskiego kosmosu.
Astronika specjalizuje się w projektowaniu precyzyjnych mechanizmów kosmicznych – elementów, które muszą działać bezawaryjnie w próżni, ekstremalnych temperaturach i przy praktycznie zerowej możliwości naprawy, gdy coś pójdzie nie tak. Firma dostarczała mechanizmy rozkładane do europejskiej misji Solar Orbiter badającej Słońce, uczestniczyła w projektach na rzecz Europejskiej Agencji Kosmicznej związanych z mechanizmami uwalniającymi i systemami rozkładania elementów satelitarnych, a także rozwija technologie na potrzeby przyszłych misji księżycowych. To firma, która pokazuje, że sukces w kosmosie wcale nie musi oznaczać budowy całego satelity. Czasem wystarczy jeden, genialnie zaprojektowany mechanizm, żeby zapisać się w historii eksploracji innej planety.
Space Forest – polska rakieta, która przekracza granicę kosmosu
Jeśli szukacie w tej liście momentu „wow”, to jest właśnie on. Space Forest z Gdyni zbudowała PERUN – największą w historii Polski rakietę suborbitalną. To konstrukcja o długości ponad 11 metrów, napędzana ekologicznym silnikiem hybrydowym na podtlenek azotu i parafinę, zdolna wynieść do 50 kilogramów ładunku badawczego na wysokość 150 kilometrów, czyli powyżej umownej granicy kosmosu.

Rakieta Perun, źródło grafiki: https://spaceforest.pl
Rakieta przeszła już trzy loty testowe z Centralnego Poligonu Sił Powietrznych w Ustce, a w 2026 roku Space Forest planuje kolejne trzy misje z Polski, z Portugalii (Atlantic Spaceport Consortium na Azorach) oraz, co szczególnie ciekawe, z morskiej platformy startowej EuroSpaceport u wybrzeży Danii, co byłoby pierwszym startem polskiej rakiety z powierzchni wody.
Relacja ze startu rakiety Perun:
Projekt jest wspierany przez Europejską Agencję Kosmiczną w ramach programu Boost!, a jego celem jest komercjalizacja usług transportu suborbitalnego, czyli oferowanie badaczom z całego świata dostępu do warunków mikrograwitacji po znacznie niższych kosztach niż dotychczasowe ośrodki w Szwecji czy Norwegii. Co ważne PERUN jest rakietą wielokrotnego użytku, zaprojektowaną do co najmniej pięciu lotów na jednym egzemplarzu.
Oczywiście program rakietowy jest najbardziej medialną gałęzią SpaceForest. Natomiast warto wiedzieć, że posiada ona kompetencje w innych dziedzinach. Zajmuje się również produkcją radarów SAR (HUSSAR), filtrów mikrofalowych, radioteleskopów dalekiego zasięgu, oprogramowaniem FTS i innej elektroniki klasy kosmicznej.

Radar HUSSAR firmy SpaceFosrest, źródło grafiki: https://spaceforest.pl
Thorium Space – anteny, które rozmawiają z wieloma satelitami naraz
Thorium Space, firma z Wrocławia i Warszawy, zajmuje się czymś, co brzmi niszowo, ale ma absolutnie kluczowe znaczenie dla przyszłości łączności satelitarnej: aktywnymi antenami macierzowymi z elektronicznie sterowaną wiązką. Mówiąc prościej, anteny płaskie, które potrafią jednocześnie komunikować się z wieloma satelitami na różnych orbitach, bez konieczności fizycznego przekierowywania czaszy w ich stronę.
To rozwiązanie, którego, jak podkreślają twórcy firmy, nikt wcześniej na świecie nie miał w takiej formie, zmusiło Thorium Space do zaprojektowania własnych układów scalonych do sterowania antenami, produkowanych w kooperacji ze szwedzką firmą Sivers Semiconductors. Firma pracuje obecnie nad w pełni polskim satelitą telekomunikacyjnym w ramach programu ESA HummingSAT, o wartości szacowanej na około 75 milionów euro, oraz uczestniczy w budowie europejskiej konstelacji IRIS² – strategicznego projektu łączności satelitarnej Unii Europejskiej. Thorium Space przygotowuje się też do debiutu na rynku NewConnect, co pokazuje, że polski rynek kapitałowy coraz śmielej otwiera się na spółki kosmiczne.
Liftero – krakowskie silniki, które napędzają rewolucję New Space
Liftero to jedna z najmłodszych, ale zarazem jedna z najbardziej spektakularnych historii w tym zestawieniu. Dwaj krakowscy absolwenci AGH, Tomasz Palacz i Przemysław Drożdż, poznali się na studiach, budując studenckie rakiety sondujące w kole naukowym AGH Space Systems. W 2023 roku założyli Liftero, firmę produkującą satelitarne systemy napędowe.
Ich flagowy produkt, modułowy system BOOSTER, wykorzystuje nietoksyczne, „zielone” materiały pędne – podtlenek azotu jako utleniacz i etan jako paliwo, w miejsce toksycznej hydrazyny stosowanej dotychczas przez dekady w przemyśle kosmicznym. To nie tylko kwestia ekologii, ale i pieniędzy: zatankowanie satelity hydrazyną kosztuje co najmniej milion dolarów, podczas gdy z zielonym paliwem Liftero – kilkanaście, kilkadziesiąt tysięcy.

BOOSTER firmy Liftero użyty w satelicie RED5, źródło zdjęcia: https://liftero.com
Od pierwszego testu laboratoryjnego do startu na orbitę na pokładzie rakiety SpaceX Falcon 9 minęło zaledwie 15 miesięcy. Wtedy to wyniesiono demonstracyjną satelitę RED5, który miał za zadanie testować system napędowy firmy Liftero. Tempo, które w tej branży uznaje się za rekordowe. Silnik BOOSTER 1N osiągnął już najwyższy poziom gotowości technologicznej (TRL 9), potwierdzony w kosmosie.
SatRev – wrocławska rewolucja nanosatelitów
SatRev, dawniej SatRevolution, to firma założona w 2016 roku przez twórców wrocławskiego studia gier T-Bull. Ich domeną są nanosatelity – niewielkie, kilkukilogramowe urządzenia wielkości pudełka po butach, które mimo swoich skromnych rozmiarów potrafią prowadzić zaawansowaną obserwację Ziemi.

Nanosatelita firmy SatRev, źródło grafiki: https://satrev.space
SatRev jako pierwsza polska firma umieściła z powodzeniem 13 satelitów na niskiej orbicie okołoziemskiej. Firma zbudowała stację naziemną na omańskiej pustyni, prowadziła badania nad wykorzystaniem nanosatelitów do kontroli podatków od nieruchomości (analizując zmiany w zabudowie na podstawie zdjęć satelitarnych) oraz stworzyła własną technologię DeploScope do przechwytywania obrazów wysokiej rozdzielczości. SatRev planowało też budowę fabryki nanosatelitów w Legnickiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, zdolnej do produkcji nawet kilkuset satelitów rocznie, z ambicją, by była to pierwsza na świecie fabryka satelitów zasilana w stu procentach energią odnawialną.
ComStellation – polska łączność satelitarna dla bezpieczeństwa państwa

ComStellation to najnowszy z opisywanych tu graczy – polski operator komunikacji satelitarnej, który rozpoczął działalność w kwietniu 2025 roku. Za firmą stoją doświadczeni menedżerowie z rynku telewizyjnego i telekomunikacyjnego, w tym Marcin Ornass-Kubacki, wieloletni prezes Astra CEE, spółki należącej do giganta SES.
Misją ComStellation jest dostarczanie bezpiecznej i niezawodnej łączności satelitarnej dla sektora rządowego, obronnego oraz strategicznego biznesu, nie tylko w Polsce, ale też w krajach bałtyckich. Firma oferuje rozwiązania w paśmie Ku oraz elastyczne systemy w paśmie Ka, korzystając z kompaktowych anten o średnicy od 60 centymetrów, przeznaczonych do zastosowań lądowych, morskich i powietrznych. ComStellation jest też jednym z trzonowych członków nowo powstałego Klastra Polskie Systemy Satelitarne, obok Creotechu, CloudFerro i innych firm, którego celem jest budowa polskiej „suwerenności kosmicznej” – zdolności do samodzielnego projektowania, integrowania i operowania systemami satelitarnymi bez zależności od zagranicznych dostawców.
Eycore – gdańskie radary, które widzą przez chmury
Eycore z Gdańska specjalizuje się w technologii radarowej dla zastosowań kosmicznych, a konkretnie w radarach z syntetyczną aperturą (SAR). To technologia, która w przeciwieństwie do zwykłych kamer optycznych, pozwala obserwować powierzchnię Ziemi niezależnie od pory dnia i warunków pogodowych, w tym przez gęste zachmurzenie. To ma spore znaczenie dla kraju takiego jak Polska, którego niebo bywa zasnute chmurami przez większą część roku. Czyli technologia podobna do tej, którą wytwarza bardziej znana polsko-fińska firma ICEYE.

Satelita radarowy Eycore-1, źródło grafiki: Linkedln, https://www.eycore.com
Firma zaprezentowała własny satelitarny modułowy sensor SAR, zaprojektowany tak, by dało się go zintegrować z dowolną, wybraną przez klienta platformą satelitarną. Eycore podpisało list intencyjny o współpracy z Creotech Instruments, w ramach którego gdański spacetech dostarczać będzie instrumenty radarowe, a warszawska spółka – platformy satelitarne do ich wynoszenia na orbitę. Pierwszy radar SAR zaprojektowany przez Eycore trafił na niską orbitę okołoziemską w 2026 roku. Eycore-1, bo taka jest nazwa satelity, został wyniesiony przez rakietę SpaceX. Firma jest też jednym z polskich uczestników inicjatywy Trójmorza, mającej na celu budowę hybrydowej, regionalnej konstelacji satelitarnej Europy Środkowo-Wschodniej.
Jakusz SpaceTech – chemia, która napędza rakiety
Jakusz SpaceTech, firma z pomorskiego Szymbarku, zajmuje się czymś, o czym rzadko się mówi w kontekście kosmosu, a co jest absolutnie niezbędne, by rakieta wystartowała: chemią paliw rakietowych. Laboratorium badawcze firmy, powstałe w 2015 roku na bazie zespołu chemików z firmy Jakusz (istniejącej od 1985 roku i będącej liderem systemów bezpieczeństwa i obronności), specjalizuje się w produkcji „zielonego” paliwa rakietowego HTP – wysoko skoncentrowanego nadtlenku wodoru, sięgającego 98 procent czystości.
Firma prowadzi badania nad tym paliwem we współpracy z Europejską Agencją Kosmiczną, a także rozwija inne materiały pędne, takie jak DMAZ czy ciecze jonowe. Jakusz SpaceTech posiada akredytację Polskiego Centrum Akredytacji oraz certyfikat ISO 9001, co w tej branży, wymagającej absolutnej precyzji i powtarzalności procesów chemicznych, jest kluczowe dla zdobycia zaufania klientów instytucjonalnych.
Satim – krakowska sztuczna inteligencja obserwująca Ziemię
Satim Monitoring Satelitarny, spółka spin-off Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, powstała jako pierwsza w Polsce firma wykorzystująca zobrazowania satelitarne i lotnicze, zarówno radarowe, jak i optyczne, w tak wielu zastosowaniach środowiskowych: od monitorowania osuwisk i powodzi, przez analizę wpływu górnictwa na środowisko, aż po ocenę stabilności budynków i infrastruktury.
Dziś Satim rozwija oprogramowanie oparte na sztucznej inteligencji, które automatycznie wykrywa, identyfikuje i klasyfikuje obiekty w dowolnym miejscu na Ziemi na podstawie zdjęć satelitarnych SAR, z dokładnością sięgającą 90 procent. Zespół Satim przeszedł przez prestiżowe programy akceleracyjne, takie jak Techstars Starburst Space Accelerator, i składa się z naukowców danych, ekspertów teledetekcji oraz specjalistów AI i SAR, w tym byłych pracowników wojskowych, co pokazuje, jak silnie technologia obserwacji Ziemi łączy się dziś z bezpieczeństwem narodowym.
Spacive – warszawska izolacja termiczna dla kosmosu
Spacive, spółka spin-off Centrum Badań Kosmicznych PAN założona w 2014 roku, zajmuje się czymś, co brzmi niepozornie, a jest absolutnie krytyczne dla przetrwania satelity w kosmosie: systemami kontroli termicznej. Kosmos to środowisko ekstremalne, temperatury satelity mogą wahać się od minus 150 do plus 300 stopni Celsjusza, w zależności od tego, czy dany element znajduje się w promieniach słonecznych czy w cieniu.
Spacive projektuje i produkuje izolację termiczną typu MLI (Multi-Layer Insulation), opracowując przy tym unikalną technologię izolacji „layer-by-layer”, która pozwala uzyskać nawet dwukrotnie lepsze właściwości izolacyjne niż standardowe rozwiązania. Firma przygotowała system kontroli termicznej dla instrumentu STIX na sondzie Solar Orbiter, uczestniczyła w misji JUICE do księżyców Jowisza, a niedawno, w ramach kampanii lotów parabolicznych Europejskiej Agencji Kosmicznej, testowała wraz z konsorcjum naukowym urządzenia do pozyskiwania regolitu księżycowego w warunkach zredukowanej grawitacji. To dobry przykład tego, jak wiele „niewidzialnych”, ale absolutnie niezbędnych technologii tworzą polskie firmy dla przemysłu kosmicznego.
WiRan – gdyńska elektronika RF, która łączy satelity z Ziemią
WiRan, firma z Gdyni działająca od 2002 roku, to kompleksowy dostawca rozwiązań z zakresu techniki radiowej (RF). Choć swoje korzenie ma w elektronice ogólnego przeznaczenia, z czasem coraz silniej wchodziła w sektor kosmiczny, dostarczając satelitarne i naziemne moduły łączności radiowej, komponenty RF oraz elektronikę o wysokiej niezawodności.
Jednym z ciekawszych produktów firmy są diplexery pasma S, umożliwiające komunikację full-duplex, czyli jednoczesne nadawanie i odbieranie danych oraz sygnałów telemetrii przy użyciu jednej anteny, co pozwala zaoszczędzić cenną masę i miejsce na satelicie. WiRan podpisało niedawno porozumienie z gdyńską spółką RADMOR (z Grupy WB) o wspólnym rozwoju rozwiązań satelitarnych, obejmujące budowę platform satelitarnych, ich sensorów oraz opracowanie narodowych systemów kryptograficznych dla telekomunikacji satelitarnej. To kolejny dowód, że polski przemysł zbrojeniowy i kosmiczny coraz silniej się przenikają, budując wspólnie technologiczną suwerenność kraju.
Co to wszystko oznacza dla polskiej gospodarki
Patrząc na te wszystkie historie razem, trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami narodzin naprawdę poważnej branży przemysłowej, a nie tylko garstki entuzjastów budujących prototypy w garażach. Owszem, wiele z tych firm zaczynało właśnie tak – jako studenckie koła naukowe, spin-offy uczelni czy pasjonackie startupy z dwuosobowym zespołem. Ale dziś mówimy o kontraktach liczonych w setkach milionów złotych, o debiutach na Giełdzie Papierów Wartościowych, o realnych produktach latających na orbicie i o miejscach pracy dla tysięcy wysoko wykwalifikowanych specjalistów.
To ma znaczenie nie tylko dla samego sektora kosmicznego. Technologie opracowywane na potrzeby misji kosmicznych – niezawodna elektronika, lekkie materiały, systemy sztucznej inteligencji działające w ekstremalnych warunkach – z natury swojej „przeciekają” do innych branż: motoryzacji, medycyny, telekomunikacji, obronności. Polska, budując kompetencje w projektowaniu satelitów, silników rakietowych czy radarów, buduje jednocześnie zdolności przemysłowe, które przekładają się na całą gospodarkę oparta na wiedzy i innowacjach, a nie tylko na niskich kosztach produkcji.
Jest w tym też coś ważnego dla bezpieczeństwa państwa. W czasach, gdy dane satelitarne stają się elementem infrastruktury krytycznej, równie istotnym jak energetyka czy telekomunikacja. Zdolność Polski do samodzielnego budowania, wynoszenia i operowania własnymi satelitami przestaje być kwestią prestiżu, a staje się kwestią strategicznej niezależności. Kontrakty takie jak PIAST, MikroGlob realizowany przez Creotech czy konstelacja ICEYE dla Wojska Polskiego pokazują, że polskie firmy kosmiczne odgrywają dziś rolę nie mniejszą niż tradycyjny przemysł zbrojeniowy.
Patrząc na tempo, z jakim polskie firmy kosmiczne zdobywają kolejne kontrakty, podpisują umowy z NASA czy ESA, można śmiało powiedzieć, że budujemy coś naprawdę wartościowego – polski, niezależny fragment globalnego przemysłu kosmicznego. I szczerze mówiąc, trzymam kciuki, żeby ta historia nabierała jeszcze większego tempa w kolejnych latach.

